Blog

Uniejów nieznany

Uniejów nieznany

 

Mieczysław Szcześniak w Uniejowie

Niezwykły koncert, znakomita atmosfera i ludzie, których praca i zaangażowanie odbiły swoje piętno na uniejowskiej publiczności.  Przedświąteczny koncert „Niebo chodzi po ziemi” na długo pozostanie w pamięci Uniejowian. Gośćmi spotkania był Mieczysław Szcześniak, Anna Dymna oraz Mirosław Kowalik, basista zespołu Raz Dwa Trzy. Wydarzenie zorganizowało Uniejowskie Stowarzyszenie Aktywni.

Jakie są Pana wrażenia po piątkowym koncercie?

Koncert był bardzo fajnie zorganizowany. Po pierwsze dlatego, że Uniejowskie Stowarzyszenie Aktywni świetnie przygotowało do występu młodzież i starszych, pełno- i niepełnosprawnych. Grupa liczyła 50 osób. Wszyscy śpiewali, tańczyli, bywali liryczni, ale też wygłupiali się serdecznie. Byliśmy ciągle i z przyjemnością – razem. Piosenki wybrał pan Mirek Madajski (organizator koncertu). A Ania Dymna, która specjalnie z Krakowa przyjechała na trzy godzinki, żeby ten koncert poprowadzić, opatrzyła te piosenki mądrymi cytatami, pięknymi komentarzami. Tak jak ona to tylko zrobić potrafi. Zapraszała też różnych gości, żeby przeprowadzić z nimi krótki wywiad na temat: „Kiedy ostatni raz czuli się jak w niebie?”. Świetny też był tytuł naszego spotkania z publicznością uniejowską: „Niebo chodzi po ziemi”. To cytat z wiersza ks. Jana Twardowskiego i z mojej piosenki do jego wiersza pt. „Jest jeden świat”. „Niebo chodzi po ziemi, ziemia chodzi po niebie”. Czy można piękniej i prościej powiedzieć, że nie ma podziału na codzienność i mistykę, że jest tylko jeden świat? Że to zgrabnie i przemyślnie splecione. Właściwie ten koncert był dowodem, że „niebo chodzi po ziemi, ziemia chodzi po niebie”. Grała część mojego zespołu, byli instrumentaliści przygotowani przez pana Madajskiego, było 50 osób śpiewających  i tańczących w chórze, była Ania Dymna i wspaniała publiczność uniejowska, która szczelnie wypełniła kościół.  Pięknie reagowali, śpiewali i przeżywali z nami.

Mężczyzna i kobieta z mikrofonem, w tle pozłacany ołtarz

Można było tańczyć i jednocześnie płakać ze wzruszenia. Kto jest głównym bohaterem Pana utworów z najnowszej płyty „Nierówni”?  Kim są ci „Nierówni”?

Wyczytałem w wierszach oraz między wierszami Twardowskimi, że poeta „nierównymi” nazywa nas wszystkich. Bo każdemu z nas czegoś brakuje, każdy z nas jest „nierówny”. „Nierówni potrzebują siebie”, bo się uzupełniają i wtedy dopiero powstaje jakaś piękna całość. Więc to o nas i dla nas. Wybrałem te wiersze, bo są mądre, dobre i prostolinijne, żeby słuchacze ucieszyli się nimi tak, jak ja się nimi cieszę. Dodałem muzykę, żeby można je było śpiewać, żeby skrócić tę drogę z głowy do serca.

Wiersze ks. Twardowskiego nie należą do najłatwiejszych w przekazie. Trzeba się nad nimi  skupić, pomyśleć, później drugi raz przeczytać, bądź wysłuchać, żeby zrozumieć ich sens.

Muzykę skonstruowałem tak, żeby był na to czas. Żeby pomyśleć, pogadać z tymi wierszami oraz żeby pogadać z samym sobą.

Dlaczego wybrał Pan akurat wiersze ks. Twardowskiego?

Wybrałem je dlatego, że są dobre, a Twardowski to świetny poeta. Przy okazji ksiądz,  jego spojrzenie na świat jest specyficzne i bardzo mi bliskie. Bo prawo miłości to bardzo trudna rzecz i o własnych siłach trudno je w życiu zastosować. Potrzebujemy czegoś większego od nas, czy też Kogoś większego od nas. A ks. Jan mówi o tym bez przesady i ze swadą.

Mężczyzna z mikrofonem przy ustach, w tyle zespół muzyczny i pozłacany ołtarz

Pani Anna Dymna podczas koncertu powiedziała bardzo ważne zdanie. „Człowiek, jeśli nie ma przy sobie drugiej osoby, jest niedoskonały”. Coś w tym musi być.

Tak, mówiła o samotności. Samotny człowiek cierpi, a człowiek cierpiący sieje cierpienie.

Do jakiego stylu muzycznego można zaliczyć Pana utwory? Czy to jest poezja śpiewana, czy może mieszanina różnych stylów, gatunków?

To zależy, o jakiej płycie mowa.

O wszystkich Pana utworach.

Piosenki, najogólniej rzecz biorąc, są przyporządkowane muzyce popularnej, ale ja dodaję jeszcze wyraźne gatunki muzyczne jak jazz, soul, etno i inne. Jestem muzykiem, lubię takie eksperymenty i to  dla mnie wielka przygoda, zadać się, na przykład z muzyką brazylijską, zgłębiać, jakie są jej prawidła, starać się, żeby jej szlachetność mi nie umknęła, żeby z wielkim szacunkiem, pietyzmem inspiracje te  potraktować. Dlatego nagrałem płytę z Brazylijczykami, bo wiedziałem, że oni najlepiej tę muzykę czują.

A co z muzyką religijną? Można w Pana twórczości doszukać się utworów o takim brzmieniu, np. „Twoja miłość jak ciepły deszcz”, czy „Każdy wschód słońca”.

Muzyki religijnej właściwie nie ma. Są tylko tytuły, intencje, teksty religijne. Nigdy nie chciałem być śpiewakiem religijnym ani śpiewakiem świeckim. Ja po prostu chcę śpiewać o całym człowieku, o ciele i o duszy.

Mężczyzna ubray na ciemno śpiewa do mikrofonu. Obok muzycy

Pozostawił Pan po sobie w Uniejowie piękny ślad. Na pewno uniejowianie wychodząc z koncertu byli przepełnieni ogromem nadziei, energii. O koncercie z pewnością długo będzie się mówiło, wspominało, myślało, wracało do Pana utworów.

Żeby prawdzie stało się zadość: koncert ten zorganizowało Uniejowskie Stowarzyszenie Aktywni i to oni wymyślili ten koncert. I to oni zaprosili mnie i Anię Dymną.

Stworzyliście razem zgraną grupę, która wzorowo się uzupełniała.

Pan Madajski to wszystko dobrze wymyślił. (śmiech) Nie tylko ja zostawiłem ślad – wszyscy go zostawiliśmy. Wszyscy. Grupa integracyjna stworzyła ten koncert, tak samo jak uniejowscy muzycy, którzy grali z nami, jak i Ania, która przyjechała z Krakowa, i ja, który przyjechałem z Warszawy, choć jestem z Kalisza. (śmiech)

Wychodzi na to, że jesteście jednością. I ta jedność zostawiła ślad.

To nie jest częste, naprawdę było wspaniale.

O koncercie będziemy wspominać jeszcze bardzo długi czas. A jak Pan będzie wspominał swój pierwszy pobyt w Uniejowie?

To było dla mnie bardzo ważne. Podziwiam, że w małej miejscowości można tak wiele dobrego zrobić dla integracyjnych grup. W ten sposób zmienia się rzeczywistość. To zmienia i zdrowego, i chorego, każdego, kto przyszedł na ten koncert.  To jest świetna i duża praca.

Mężczyzna i kobieta, mężczyzna trzyma białą maskotkę. W tle zespół muzyczny i pozłacany ołtarz

Był to też czas, aby zintegrować się z osobami niepełnosprawnymi i w końcu zrozumieć ich problem.

Najwyższy czas, bo jesteśmy bardzo w tyle, jeśli chodzi o te sprawy. Nie wystarczą tylko podjazdy pod banki, pod aptekę. Chodzi też o to, żeby osoby niepełnosprawne uczestniczyły w codziennym,  normalnym życiu w pełni. Żeby byli akceptowani i traktowani jak każdy w każdej dziedzinie życia. Normalnie.

Często jest tak, że zdrowe osoby nie chcą, nie czują potrzeby chociażby zrozumienia czy zainteresowania się sytuacją osób niepełnosprawnych, bo sami są zdrowi i ich to nie dotyczy. To jest przykre.

Niepełnosprawnych, ale też chorych w ogóle. Wystarczy spojrzeć na fundację p. Ewy Błaszczyk, która próbuje wybudzić tych, którzy wpadli w śpiączkę.

I coraz częściej jej się to udaje.

Nazwała tę fundację. „Akogo?”. Jest to część zdania: A kogo to obchodzi? Tym bardziej cieszę się, że są na świecie ludzie, których to obchodzi i którzy swoim życiem układają te sprawy. Sprawy innych ludzi. I to zmienia rzeczywistość. To trzeba podkreślić – zmienia to rzeczywistość.

Co w Uniejowie zapamiętał Pan najbardziej?

Najpierw – ludzi, pogodnych i pełnych energii, którzy robią dobre i ważne rzeczy. No i zamek, w którym się teraz spotkaliśmy i rozmawiamy. Nie spodziewałem się takiego pięknego zamku! No i Termy oczywiście! Podziwiam też włodarzy Uniejowa i organizację życia w mieście.

To jeszcze nie wszystko! Dlatego zapraszamy następnym razem, aby mógł Pan zwiedzić resztę części Uniejowa, które także są piękne. Z czym się będzie Panu kojarzyło to miasto?

Z miejsc – pamiętam przede wszystkim ludzi. Mam taki bagaż doświadczeń, że umiem już odróżnić rzeczy ważniejsze w życiu. Ja nie przyjeżdżam do miejsc, tak naprawdę, ale do ludzi. Poznałem tutaj parę fajnych osób.

A teraz czas na najważniejsze pytanie. Wróci Pan tu do nas jeszcze?

Jeśli mnie tylko zaprosicie, przyjadę na bank. Na pewno.

Rozmawiała Dominika Rospara

fot.: Tomasz Wójcik

 

Starsze blogi

 

Uniejów nieznany

 

To był dobry rok. Spójrzcie sami!

Coś się kończy, a coś zaczyna. Z czymś trzeba się pożegnać, żeby zacząć coś na nowo. Rok 2017 przepełniony był wieloma wydarzeniami o przeróżnych motywach: od sportowych po kulinarne, gościliśmy też zagranicznych przedstawicieli, znane osobistości oraz cieszyliśmy się z naszych własnych, mniejszych i większych sukcesów. Spośród mnóstwa wydarzeń wybraliśmy 20 najbardziej przez nas zapamiętanych.

  1. IV Uniejowski Festiwal Smaków

Niezwykłe smaki, piękne zapachy, moc wrażeń i smakowita atmosfera! Tak wspominamy ostatnią edycję Uniejowskiego Festiwalu Smaku. Aż 16 restauracji wzięło udział w pełnym wyzwań konkursie, na którego szlaku stanął Dominikańczyk, znany kucharz – Carlos Gonzalez Tejera.

  1. III Edycja Biegu ExTERMYnator i XI Edycja Biegu do Gorących Źródeł

Nie bez powodu Uniejów nazywany jest Miastem Wody! Kolejna edycja biegu ExTERMYnator była znakomitą okazją do sprawdzenia swoich sił w biegu ekstremalnym, gdzie woda, mokradła i błoto były jego głównymi przeszkodami. Jesteś amatorem biegania? Możesz wykazać się także w corocznym Ogólnopolskim Ekologicznym Biegu do Gorących Źródeł. Jedenasta edycja tego wydarzenia już za nami!

  1. Otwarcie Termalnego Parku Linowego

Park linowy w Uniejowie? Tego jeszcze nie było! Nowo otwarty park rozrywki to w sezonie letnim świetne miejsce do odpoczynku z całą rodziną. Dla bardziej odważnych przewidziany został też zjazd na linie nad Wartą! Kto spróbuje?

  1. Kino na leżakach

Nie ma to jak dobry film na świeżym powietrzu! Sezonowe kino w Uniejowie było doskonałą okazją do spotkań ze znajomymi pod gwieździstym niebem!

  1. Dzień dobry Wakacje

Ekipa Dzień Dobry Wakacje dotarła do nas w pewien lipcowy weekend. A Marcin Prokop i Dorota Wellmann oficjalnie rozpoczęli wakacje w Uniejowie!

  1. Pierwsza linia kosmetyków na bazie wody termalnej

To nasz pierwszy sukces na rynku produktów regionalnych! Kosmetyki na bazie wody termalnej zawierają cenne właściwości i przeznaczone są nie tylko dla ludzi, ale też dla zwierząt. Zadbajmy o siebie i o swojego pupila!

  1. XII Turniej Rycerski z Danielem Olbrychskim

Ciężkie zbroje, pełne emocji rozgrywki rycerzy oraz niesamowity średniowieczny klimat, którego gościem był znakomity aktor Daniel Olbrychski! Tyle atrakcji czekało na nas podczas XII Edycji Turnieju Rycerskiego, która miała miejsce na terenie uniejowskiego zamku.

  1. Zawody w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi

W jedną z lipcowych niedziel Uniejów zachwycał gości i mieszkańców widowiskowymi przejazdami bryczek. To już czwarta edycja konkursu, w którym widzowie mieli okazję oglądać zmagania zaprzęgów konnych na torze z przeszkodami.

  1. 100 lat Ochotniczej Straży Pożarnej w Wieleninie

Tegoroczny jubileusz setnej rocznicy istnienia Ochotniczej Straży Pożarnej w Wieleninie miał miejsce 16 lipca 2017 r. Wraz z przedstawicielami samorządów terytorialnych, policji i lokalnych organizacji strażacy uroczyście świętowali swoje okrągłe urodziny.

  1. „Lilia Ogrodnika”

Kolejny, pełen wyzwań konkurs, w którym pasjonaci roślin mogli popisać się swoją inwencją twórczą i stworzyć piękny ogród lub balkon, które następnie zostały ocenione przez komisję konkursową. W tym roku rywalizowało ze sobą 10 ogrodów i balkonów, a konkurencja była bardzo silna!

  1. XII Gminny Festiwal Orkiestr Dętych w Spycimierzu

Spycimierz w blasku muzyki? Właśnie tak! Muzyczny klimat towarzyszył nam podczas kolejnego Festiwalu Orkiestr Dętych przed spycimierską strażnicą, którą wypełnili nie tylko polscy fani strażackich orkiestr dętych. Gośćmi wydarzenia była także międzynarodowa publiczność. Był to nastrojowy wieczór pełen wrażeń!

  1. Jarmark Średniowieczny

Przenieśliśmy się do czasów średniowiecznych. Magia dawnej epoki zawładnęła nami i wyobrazliliśmy sobie, jak to kiedyś było… Mogliśmy spotkać tutaj targowiska rzemiosł dawnych, zachwycać się starodawnymi strojami, postrzelać z łuku, ale także zrobić sobie zdjęcie w zbroi wraz z rynsztunkiem bojowym.

  1. Indiańskie Lato

Niebanalna muzyka, tańce, cudne, kolorowe stroje i indiańskie klimaty! Indiańskie Lato to świetna okazja, by zapoznać się z kulturą i stylem życia Indian.

  1. Marcin Tybura i Ewa Pajor Ambasadorami Uniejowa

Współpraca ambasadorska z mieszkańcami naszej gminy była strzałem w dziesiątkę! Ci niezwykle uzdolnieni sportowcy sprawili, że Uniejów stał się rozpoznawalny zarówno w Europie, jak i na całym świecie!

  1. Świetlny Uniejów

Magia świateł, romantyczny nastrój i piękne widoki dotąd nieoświetlonych obiektów przyciągnęły rzeszę mieszkańców naszej gminy w dwa sierpniowe wieczory. Świetlny Uniejów zostanie w naszej pamięci na bardzo długo!

  1. Misja gospodarcza w Uniejowie i wizyta studyjna zagranicznych przedstawicieli

To były dobre dni. Międzynarodowa wizyta studyjna (lipiec) i misja gospodarcza (sierpień) zakończyły się powodzeniem i zaowocowały udaną promocją Gminy i zacieśnieniem współpracy z zagranicznymi samorządami. Delegaci przyjechali do nas z Łotwy, Gruzji, Rosji, Białorusi, Węgier, Ukrainy, Finlandii, Włoch oraz ze Szczyrku.

  1. Wizyta reprezentacji Polski AMP Futbol w Uniejowie

Czy osoby z amputowaną kończyną dolną też mogą osiągać sukcesy w sporcie? Oczywiście! Udowodniła nam to podczas treningów na uniejowskim boisku drużyna Reprezentacji Polski w AMP Futbol, która pokazała, że nie warto wierzyć stereotypom. Pod okiem trenera Marka Dragosza drużyna zdobyła w 2017 r. brązowy medal Mistrzostw Europy w Stambule.

  1. I miejsce w Rankingu Samorządów dla Gminy Uniejów oraz Uniejów „Gminą na 6”

Dwa wyróżnienia w tak krótkim czasie! I miejsce w Polsce pod względem wykorzystania funduszy europejskich w Rankingu Samorządów 2017 „Rzeczpospolitej” dało nam ogromną motywację do działania! Chwilę później pojawiła się kolejna okazja do radości, bowiem zostaliśmy laureatem plebiscytu „Dziennika Łódzkiego: Gmina na 6” w kategorii: gmina przyjazna turystom oraz gmina przyjazna inwestorom.

  1. Ogórek Termalny smaczny i wyjątkowy

Kolejny uniejowski produkt lokalny stworzony na bazie wody termalnej jest już na rynku! Tym razem coś dla podniebienia. Na sukces zapracowała Gmina we współpracy z Instytutem Ogrodnictwa w Skierniewicach oraz Firmą Bracia Urbanek z Łowicza. Ogórek Termalny zachwyca swoim smakiem. Naprawdę warto spróbować!

  1. Koncert „Niebo chodzi po ziemi” z Mieczysławem Szcześniakiem i Anną Dymną

Przedświąteczny, wyjątkowo wzruszający koncert w uniejowskiej kolegiacie wprowadził nas w świąteczną, magiczną aurę. Anna Dymna wcieliła się w rolę prowadzącej, a Mieczysław Szcześniak wraz z członkami Uniejowskiego Stowarzyszenia Aktywni zaśpiewali dla uniejowian utwory z jego najnowszej płyty.

Dominika Rospara

 

Uniejów nieznany

 

5 miejsc w Uniejowie, które warto odwiedzić zimą

Zima przychodzi do nas ostrożnym krokiem, niezapowiedzianie. Spadające z nieba płatki śniegu, zabielone chodniki… Dla jednych jest to wspaniały czas na romantyczne, wieczorne spacery, dla niektórych idealna okazja do spędzenia tych chwil pod kocem z dobrą książką i kubkiem pysznej, gorącej czekolady.  A jak jest z tym u Was?

Piękny widok zaśnieżonych drzew, płatki śniegu opadające na wszystko, co jest w zasięgu naszego wzroku… Zatrzymujemy się przed oknem w naszych przytulnych domach, aby ujrzeć ten niesamowity krajobraz, na który czekaliśmy cały rok. Przed oknem, bo mróz nie zachęca nas do wyjścia z naszej strefy komfortu i odkrycia tego, czego nie widać na horyzoncie. Warto się przełamać! Uniejów przekonuje nas, że są takie wyjątkowe miejsca, które mają swój urok szczególnie zimą.

  1. Uniejowski park krajobrazowy – miejsce, gdzie rodzi się natura

Czy istnieje coś piękniejszego niż natura? Chyba nie. Wiosną wszystko wokół kwitnie, trawa jest coraz bardziej zielona, a wokół nas rozprzestrzenia się piękny zapach nadchodzącego lata. W letnie dni delektujemy się słońcem i smakiem świeżych, sezonowych owoców. Jesień to czas, kiedy wszystko nabiera złotych barw. Zima zaś pokazuje nam, że mimo, że wszystko wokół jest przykryte śniegiem, dodaje to niektórym obiektom większej atrakcyjności. Tak jest w przypadku parku krajobrazowego w Uniejowie. Zimową porą warto wybrać się na spacer w to znakomite miejsce, by przechadzać się zaśnieżonymi ścieżkami oraz podziwiać z bliska piękny,  pokryty śniegiem XIX – wieczny zamek, czy też cerkiew wzniesioną w 1885 r. z inicjatywy hrabiego Aleksandra Tolla.

Park w Uniejowie zimową porą. Na pierwszym planie ośnieżona ławka

  1. Termy wieczorową porą

Gorąca kąpiel pod gołym niebem przy minusowej temperaturze? Czemu nie! Kąpiele termalne w Uniejowie świetnie relaksują i regenerują organizm. Mają również zastosowanie w lecznictwie. Zawartość w wodzie termalnej związków sody, potasu, magnezu, fluoru, siarki, bromu czy jodu działa na nasze ciało jak lek czy kosmetyk, wspomagając wygląd skóry oraz układy: krążenia, nerwowy, pokarmowy czy też oddechowy. Co jeszcze? To niesamowita frajda nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Zabierzcie ze sobą znajomych (oraz czapki na głowy) i bawcie się dobrze!

Termy Uniejów oświetlone nocą

  1. Świetlny rynek

Zimową porą rynek swoją atrakcyjnością oświeca całe miasto. Jest to czas, w którym można podziwiać pięknie wystrojone altany, latarnie i ogromną choinkę pokrytą przeróżnymi ozdobami.  Zimowy klimat na uniejowskim rynku jest niezwykły. To odpowiednie miejsce, by zatrzymać się i dać się ponieść refleksjom.

Oświetlony rynek w Uniejowie zimową porą

  1. Zagroda Młynarska. Chata pełna smaku

Nic tak nie rozgrzewa i nie poprawia humoru w mroźne dni jak… GRZANIEC. Pyszny, pachnący goździkami i pomarańczami. Mniam! Tego smacznego trunku można spróbować w Zagrodzie Młynarskiej,  starodawnej chacie, która dziś pełni rolę karczmy ze staropolskim menu. Ciepło, bijące z wnętrza chaty czujemy już na wejściu, a to wszystko dzięki dawnej kuchni szamotowej, przez którą przebijają się świeże płomienie ognia. Taki klimat w Zagrodzie tylko zimą!

Oświetlone wiatraki zimową porą

  1. Baszta na Zamku – poczuj się jak w niebie!

A może warto by tak na wszystko popatrzeć z góry? Taki wspaniały, panoramiczny widok zapewni nam baszta na uniejowskim zamku. To niesamowite doświadczenie, kiedy w spokoju i ciszy możemy cieszyć się dźwiękami natury i pięknem białych, śnieżnych płatków opadających na nasze ramiona. To czas i miejsce, gdzie warto zabrać swoje myśli, marzenia i delektować się nimi. W końcu już mamy Nowy Rok, nowe marzenia, nowe szanse. Najwyższy czas nad nimi pomyśleć!

Zamek w Uniejwoe z oświetloną wieżą

Dominika Rospara

 

Uniejów nieznany

 

5 ciekawostek o patronie Uniejowa – bł. Bogumile

Czy zastanawialiście się kiedyś, jaka historia kryje się w postaci bł. Bogumiła i dlaczego to właśnie on został patronem naszego miasta? Jak wyglądało jego życie, jakimi wartościami się kierował Co szczególnie związało go z Uniejowem?
Żywot bł. Bogumiła nie był łatwy. Tylko wiara, którą przekazała mu w dzieciństwie matka, pozwoliła mu przetrwać najgorsze, najbardziej bolesne momenty. Dzięki temu był oddany bliźnim, mimo bólu, głodu i samotności. Stał się symbolem oporu wobec pogłębiającego się upadku moralnego w różnych kręgach społecznych. Poznajcie pięć najciekawszych fragmentów jego życia.

1. W XII w. w Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich w Uniejowie przebywał abp Jan – wuj Bogumiła. To on po śmierci rodziców udzielił mu wsparcia oraz pomógł w pogłębianiu wiary i kapłaństwa. Stał się jego życiowym mentorem. Na prośbę Bogumiła arcybiskup poświęcił należący do majątku siostrzeńca kościół w Dobrowie, gdzie przyszły błogosławiony spędził większość swojego życia. Kościół został przekształcony w Sanktuarium bł. Bogumiła, które istnieje do dziś.

2. W 1160 roku Bogumił otrzymał w Gnieźnie święcenia kapłańskie i został proboszczem dobrowskiej parafii. Po śmierci arcybiskupa Jana w 1167 r. został wybrany przez kapitułę gnieźnieńską jego następcą. Swoje działania i dobrą wolę skierował w stronę najuboższych i najbardziej cierpiących, ponieważ nie mógł znieść widoku niedoli chłopów, którzy żyli w ubóstwie i nędzy. Dzięki niemu ludzie, zamiast odprawiać pogańskie obrzędy, zaczęli przychodzić do kościoła i słuchać słowa Bożego. Bogumił dążył do poprawy moralności wśród rycerstwa (grabieże, gwałty), a nawet duchowieństwa. Stał się symbolem miłosierdzia i dobroci dla bliźniego.

3. Arcybiskup Bogumił uwielbiał spędzać czas wolny w Uniejowie, wśród otaczającej go zieleni i ciszy. Spędzał tutaj wakacje i cieszył się każdą chwilą. Nawiązywał liczne znajomości oraz rozmawiał z mieszkańcami.  Jednak czuł, że życie wśród ludzi nie jest jego misją. Wierzył, że życie pustelnicze jest jego przeznaczeniem. W okolicy wsi Dobrów z pomocą cieśli wybudował niewielki szałas, w którym spędził resztę swojego życia, żywiąc się jeżynami i innymi owocami leśnymi, korzeniami chrzanu, grzybami, rzepą i suszonymi jagodami. Czas spędzony z dala od ludzi sprawiał, że organizm Bogumiła był rześki, a umysł odprężony. Uwielbiał naturę, ciszę i spokój. Budowały one w nim poczucie harmonii, która pozwalała mu wytrwać w wierze mimo trudności życia codziennego.

4. Z biegiem czasu warunki, w których przebywał Bogumił, przyczyniły się do powstawania licznych chorób, niedożywienia i zaziębienia, co w efekcie poskutkowało jego śmiercią. Ciało Bogumiła zostało pochowane w Dobrowie, w miejscu, z którym szczególnie był związany. Wkrótce po tym zdarzeniu wieść o jego pustelniczym życiu obiegła cały kraj. Jego szlacheckie czyny, dobroć i miłość docenili nie tylko ci, którzy darzyli go szczególnym uczuciem, ale również ci, którzy pierwszy raz usłyszeli o jego historii. W ich oczach stał się świętym. Prośby, które kierowali do niego w modlitwach, były wysłuchiwane. W połowie XIX wieku poproszono Ojca Świętego o uroczyste oddanie czci szczątkom zmarłego i wystawienie ich na widok publiczny. Od tamtej pory można mówić o kulcie błogosławionego Bogumiła (czczonego także jako świętego).

5. Z racji szerzącego się protestantyzmu kościółek dobrowski nie był już tak często odwiedzany, a kult bł. Bogumiła wygasł. Parafia nie miała własnego proboszcza, a relikwie błogosławionego znajdowały się w niewielkiej, drewnianej szkatułce. Nie było to odpowiednio bezpieczne miejsce na szczątki Świętego, dlatego podjęto działania, aby przenieść je do kolegiaty uniejowskiej. Niestety ludność dobrowska nie zgodziła się na przeniesienie relikwii do Uniejowa, gdyż zbyt bardzo była związana z kultem bł. Bogumiła. Z tego powodu arcybiskup wysłał do Dobrowa dwóch kanoników, aby potajemnie przewieźli szczątki do Uniejowa. I tak się stało. Dziś szczątki świętego znajdują się w zabytkowej kolegiacie uniejowskiej, odwiedzanej przez tysiące turystów.

Artykuł napisany na podstawie książki „Opowieść o Błogosławionym Bogumile”.

Dominika Rospara

 

 

Uniejów nieznany

 

Biegiem po zdrowie

Bieganie to jedna z najbardziej lubianych dyscyplin sportu. Pokochały ją miliony osób! Wywiera bardzo korzystny wpływ na nasze zdrowie, m.in. eliminuje stres, pomaga utrzymać organizm w dobrej kondycji, reguluje ciśnienie krwi, ale też jest świetnym „dostawcą” endorfin, czyli hormonów szczęścia, dzięki którym czujemy się rześko i… młodo!

15 października na uniejowskim rynku odbyła się XI edycja Biegu do Gorących Źródeł. Zdeterminowani, pełni pasji biegacze sprawdzili swoje siły w 10 – kilometrowym maratonie. Mimo, że dystans nie był aż tak długi, bieg stanowił dla sportowców nie lada wyzwanie. W tłumie biegaczy znalazły się zarówno młode, jak i nieco starsze osoby, które regularnie trenują bieganie i wzmacniają kondycję. Bieg do Gorących Źródeł miał przede wszystkim na celu zmotywowanie jak największej liczby osób do uprawiania tej prostej dyscypliny sportu.

Jogging sposobem na życie
Kto by pomyślał, że, najłatwiejsze „przebieranie nogami” będzie dla wielu tak fascynującym zajęciem, przez niektórych określanym jako sposób na życie. – Trenuję od 13 lat. Z większymi i mniejszymi przerwami na kontuzje. Jestem ambitnym amatorem, który dąży do osiągnięcia jak najlepszych wyników w biegach. – mówi Łukasz Kubiak, uniejowianin, uczestnik wielu edycji Biegu do Gorących Źródeł, członek Klubu Biegacza Geotermia Uniejów. Na maratonie można było spotkać nie tylko polskich biegaczy. Praktykę biegania stosują również obcokrajowcy. – Biegam codziennie. Jednak pierwszy raz biorę udział w Biegu do Gorących Źródeł. Ten rodzaj sportu wpływa bardzo korzystnie na moje zdrowie i psychikę. Na pewno będę chciał wziąć udział w kolejnej edycji. – opowiada Evgeniy Dierbienov z Ukrainy, który może się pochwalić 6. miejscem wywalczonym w uniejowskim maratonie. Jaki sekret kryje się w bieganiu?

Trudne początki
Każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z bieganiem, z pewnością wie, że początki nie należą do najłatwiejszych. Odpowiedni dobór tempa, regularny oddech, a przede wszystkim nieustająca wytrwałość i motywacja to niezbędne czynniki, które pozwalają na osiągnięcie wymarzonego celu w sporcie. Na początku jest to trudne, ale na początku wszystko jest trudne. – mówił Musashi Miyamoto, japoński twórca szkoły walki. Wielu z nas rezygnuje po kilku treningach z powodu braku widocznych efektów. Zupełnie niepotrzebnie! Jeszcze nikt nie osiągnął satysfakcjonujących wyników w sporcie po zaledwie kilku treningach. Warto w takim przypadku stworzyć niezastąpiony długoterminowy plan treningowy, zaczynając od najprostszego marszu, a kończąc na kilkunastominutowym biegu. Ważne, aby na początku nie stawiać sobie poprzeczki zbyt wysoko – motywacja pryśnie wtedy niczym bańka mydlana. Zadaj sobie istotne pytanie: dlaczego chcę biegać? Dla poprawy kondycji, dla wysportowanej sylwetki, czy też może dla osiągnięcia jak najlepszych wyników w sporcie? Spróbuj połączyć tę aktywność ze swoim stylem życia, zabierz ze sobą najlepszego przyjaciela i… do dzieła!

Gotowi! Do startu! Marsz! (najpierw marsz)

Dominika Rospara

 

Bieg do Gorących Źródeł 2017

 

 

Uniejów nieznany

 

Pałacyk owiany tajemnicą

Jak stare są dzieje jednego z najciekawszych — być może nieco zapomnianych — zabytków Uniejowa i z czym wiąże się jego historia? Sprawdziliśmy to! Tajemniczy dworek (nazywany również „szlacheckim” czy „pałacykiem”) to późnoklasycystyczny wyjątkowy budynek. Mieszkańcy miasteczka mogą z zachwytem powiedzieć o sobie „dumni posiadacze”! Klimatyczne, starodawne wnętrza mieszkaniowe, należące kiedyś do rodziny Hofmajstrów, dziś są siedzibą Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury oraz Szkoły Muzycznej I stopnia.

Nawiązując do poprzedniego wpisu o miodach pitnych, pozostańmy przez chwilę w niesamowitym klimacie szlacheckich tradycji… Przepiękny dwór z czasów późnego klasycyzmu wzniesiony został już w 1845 r. Mieścił się on w obrębie dworskich stajni pruskich. Mieszkanie to było własnością rodziny Hofmajstrów (zamieszkiwali tam Józef i Wacława Hofmajstrowie), zarządzającej wówczas dobrami carskiego hrabiego Aleksandra Tolla*, syna Karola Tolla, który w 1836 r. otrzymał od cara uniejowskie dobra, w tym zamek (gdzie przebywał wraz z rodziną). To właśnie tam Marian Sobczak, były por. rez. Wojska Polskiego, dowódca batalionu Armii Krajowej oraz księgowy, wynajmował jednopokojowe mieszkanie na poddaszu.

„Był to chyba rok 1942 – miałam 12 lat. Matka moja przyjaźniła się z rodziną p. Sobczaków, którzy mieszkali przy ul. Kościelnickiej w tzw. Pałacu Hoffmajstrów (obecnie M-GOK). Pewnego dnia Ukrainiec, znajomy p. Sobczaka, który pracował w Arbeitsamcie, poufnie powiedział mu, że moja matka Janina Ścibior i ja, starsza córka Barbara, mamy być następnego dnia wywiezione do Niemiec na roboty. Państwo Sobczakowie poinformowali nas o tym i zaproponowali, abyśmy ukryły się u nich” — wspomina w książce „Zapamiętane z Brückstädt” Barbara Sopyłło, córka płk. pil. Szczepana Ścibiora.
— Po wojnie dworek został przejęty przez Gminną Spółdzielnię. Znalazło się tam także miejsce na biura oraz… skup jajek! — opowiada Tomasz Wójcik, historyk.

Dworek „od podszewki”
Prostokątny plan dworku sprawia pozory zwykłego, prostego budownictwa. Dwuosiowe ryzality (dodatkowe elementy konstrukcyjne bryły budowli) dodają zewnętrznym ścianom uroku i urozmaicają ich pozorną prostotę. Wschodni ryzalit prowadzi do sieni wejściowej, gdzie mury przestarzałych wnętrz zachowane są do dziś, niestety tylko częściowo. Elewację dworku tworzą płaskie obramowania narożników, które dodatkowo wyposażone są w płyciny (pola w ścianach o różnorodnych kształtach) zakończone elementem dekoracyjnym w kształcie łuku, tzw. archiwoltą. Wspólnie tworzą one niebanalne zestawienie!

Pod kątem architektonicznym dworek jest połączeniem cech doskonale wpisujących się w okres późnego klasycyzmu. Nad głównym wejściem widnieje data budowy dworku, która przypomina uniejowianom, jak długo związani są z historią tego niezwykle cennego zabytku.

Co tu się działo…?
„Przeniesiono ławki szkolne do dworku pani Hoffmeistrowej (…), w którym miała się rozpocząć nauka szkolna.”, „Zbiórka wytypowanych do wyjazdu na roboty do Niemiec miała miejsce u Hofmajstrów.” — to zapewne tylko kilka z wielu sytuacji, które wydarzyły się w dworku rodziny zarządzającej obiektami Tollów.

Dom Ludowy, następnie Dom Kultury, aż w końcu powołany w 1976 r. Gminny Ośrodek Kultury (w 1987 r. przemianowany na Miejsko-Gminny, początkowo ulokowany w Urzędzie Miasta i Gminy)… To właśnie tutaj organizowano imprezy rozrywkowe, podczas których sceny przepełnione były artystami z objazdowych zespołów. Jednak nie tylko rozrywka była jednym z głównych motywów działań!

Strzałem w dziesiątkę było postawienie na edukację. Tworzono tutaj wszelkiego rodzaju koła zainteresowań dla dzieci i młodzieży — teatralne, recytatorskie czy też modelarskie. Ale to nie wszystko! Mimo to, na piedestale głównych założeń stała integracja działalności kulturalnej domów kultury, bibliotek, wszelkich kół artystycznych, klubów, zespołów muzycznych, a także jednego, jedynego kina „Ustronie”, znajdującego się wtedy przy ul. Tureckiej (projekcje odbywały się cztery razy w tygodniu). — To była jedna z większych atrakcji w tamtych czasach! Żeby się tam dostać zimą, musieliśmy przechodzić po lodzie na drugą stronę rzeki. Ryzykowaliśmy, ale czego się nie robi dla rozrywki! — wspomina pani Zofia, 81-letnia mieszkanka sąsiedniej gminy.

Po 142 latach od powstania dworku z powodzeniem zakończono w nim remonty, w wyniku których utworzono 14 pomieszczeń. Urządzono wtedy między innymi salę telewizyjną, salę gier oraz nauki języków obcych, salę do nauki tańca, salę kominkową, a także kawiarnianą. Pałacyk wraz z założoną w 2001 r. Szkołą Muzyczną I stopnia (obecnie przy ul. Targowej 21, obok Szkoły Podstawowej) do dziś z powodzeniem pełnią funkcję kulturalno-edukacyjną. Oby jak najdłużej!

*Tollowie stworzyli w 1848 r. uniejowski park krajobrazowy, gdzie zobaczyć można kilkadziesiąt rzadkich gatunków drzew i krzewów.

Dominika Rospara

 

 

 

Uniejów nieznany

 

Miód pitny, czyli wytworny eliksir z przeszłości

„Właśnie mi cyrulik* miód pić zalecił, żeby mi melancholię z głowy odciągnęło” — nawet Sienkiewicz w „Ogniem i mieczem” wspominał o miodzie pitnym jako doskonałym odżywczym napoju poprawiającym samopoczucie, a nawet wpływającym korzystnie na zdrowie (kto by pomyślał!). Dziś jest to dość popularny napój alkoholowy, który zachwyca swoim szlacheckim posmakiem.

To właśnie w uniejowskim Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich — miejscu przesiąkniętym bogatą historią, tajemnicami i obyczajami — serwowany jest przepyszny miód pitny, wykwintny trunek z długoletnią tradycją, sięgającą początków Europy wczesnego średniowiecza. — Historia jest bardzo bogata i stara. Miody spijane są już od X wieku. Szczególną popularność zawdzięczają czasom Jagiellonów, a potem I Rzeczypospolitej Szlacheckiej. — opowiada Jędrzej Kałużny, historyk oraz prowadzący degustację miodów pitnych. Aby powrócić choćby na chwilę do starodawnych czasów i wczuć się w tamtejsze obyczaje szlachty, warto doświadczyć aromatu alkoholu, na który dawniej mogły pozwolić sobie zazwyczaj tylko zamożne rodziny.

Niezwykły klimat gotyckiego wnętrza, inspirujące historie oraz smak przepysznego trunku serwowanego w starodawnych kamionkach wprowadzają odwiedzającego w niezapomniany nastrój. Pozwalają wczuć się w atmosferę szlacheckiego dworu, gdzie dawniej podczas uczty obowiązkowo na stole pojawiał się ten wyjątkowy alkoholowy napój – alternatywa dla trudno dostępnego w tamtych czasach wina.

Jaki miód dla Waćpana?
Dwójniak, trójniak, naturalny czy owocowy? Gatunki miodów pitnych zależne są od rodzajów dodatków, sposobu produkcji czy też rozcieńczania tzw. brzeczki miodowej. Każdy z nich posiada specyficzny aromat i smak, który zawdzięcza obecności ziół lub przypraw korzennych. — Maliniak jest zdecydowanie najbardziej lubiany przez panie. Natomiast szczególnie ciekawy i nietypowy jest miód lipowy „Lipiec”, czyli miód jednorodny o wyjątkowym smaku — zapewnia uniejowski historyk.
Od najsłabszego (czwórniak — 9-12%), do najmocniejszego (półtorak — 15-18%) czy też od najsłodszego, aż po bardziej goryczkowy… Smaki oraz zawartość alkoholu zależne są od poziomu rozcieńczenia oraz długości leżakowania. Wyróżnia się miody: sycone (warzone) oraz niesycone (wina miodowe), owocowe (na bazie soku owocowego), a także naturalne (bez dodatków przypraw), korzenno-ziołowe oraz chmielowe. Aż się w głowie kręci!
Miody znajdują też zastosowanie w lecznictwie oraz w kulinariach. Wytrawne czwórniaki znakomicie pasują do dań mięsnych oraz rybnych, a zimą sprawdzają się jako doskonale rozgrzewający grzaniec, z którego bije woń niesamowitej mieszanki aromatów.
A jaki ma związek z naszym zdrowiem? Spożywany oczywiście z umiarem wpływa dzięki zawartości naturalnego miodu pszczelego nie tylko korzystnie na układ krwionośny i trawienny, ale jest także niezastąpioną metodą walki z przeziębieniem i grypą.

Podkomorzy trunek stworzy… Ale jak?
Miód pitny to nic innego jak mieszanina wody z naturalnym miodem pszczelim, który po dwuetapowym procesie fermentowania (tzw. burzliwym oraz cichym) i odciągnięciu go znad osadu drożdżowego można doprawiać rozmaitymi przyprawami i ziołami: cynamonem, chmielem, jałowcem i wieloma innymi. Po nastąpieniu wszystkich niezbędnych procesów miód jest przygotowany do leżakowania. Półtoraki oraz dwójniaki — nazywane też miodami królewskimi — leżakują wiele lat. Trójniaki i czwórniaki są gotowe do spożycia już po 2 latach „odpoczywania”.
Skąd tak naprawdę wziął się podział miodów pitnych na półtoraki, dwójniaki, trójniaki i czwórniaki?
•    Półtorak – na litr miodu naturalnego przypada półtora litra miodu pitnego, który jest niezwykle gęsty i mocny — zawartość alkoholu sięga 16%.
•    Dwójniak – litr miodu naturalnego oraz litr wody tworzą dwa litry miodu pitnego. Zawartość alkoholu wynosi zazwyczaj ok. 16%.
•    Trójniak – z litra miodu powstają trzy litry miodu pitnego. Zawartość alkoholu to ok. 14%.
•    Czwórniak – najszybciej dojrzewający miód pitny. Litr miodu zapewnia cztery litry miodu pitnego, dlatego też jest to trunek najsłabszy (ok. 11%).

Na koniec pytanie dla smakoszy. Jaki jest Wasz ulubiony miód pitny? Ja już wybrałam – maliniak.

 

Dominika Rospara

 

*cyrulik – (dawniej) fryzjer, opiekun, osoba zajmująca się wykonywaniem prostych zabiegów medycznych.

Zobaczcie na filmie, w jaki sposób powstają miody pitne.

 

 

Uniejów nieznany

 

Noc w wiatraku? Czemu nie!

Kto by pomyślał, że stare, wręcz zabytkowe wiatraki mogą sprawdzić się jako znakomite miejsca noclegowe… Niebanalny, wiejski klimat wnętrza, delikatnie skrzypiące, sosnowe podłogi i blask światła przeciskający się przez szpary drewnianych desek – to dla wielu turystów atuty nocowania w uniejowskim wiatraku, który dawniej był zwyczajnym wiatrakiem zbożowym.

W dzisiejszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do luksusowych wnętrz, nowinek technologicznych czy eleganckich samochodów, dlatego zdecydowanie rzadziej wracamy pamięcią do zabytkowych, klimatycznych przedmiotów czy miejsc, które na pierwszy rzut oka nie spełniają naszych oczekiwań. Wielka szkoda! To właśnie one swoją oryginalnością przyciągają rzeszę odwiedzających z wielkich miast, pragnących odpocząć w miejscu, które zagwarantuje im ciszę i spokój. Jak najdalej od wrzasków, gwaru i nadmiaru obowiązków.

Nietypowa architektura wiatraków sprawia, że turyści chcą nieco zachłysnąć się wyjątkowym klimatem ich wnętrz, dlatego nocleg w jednym z tych cennych zabytków jest dla wielu turystów niesamowitą przygodą! Szczególnie niezwykłe dla osób przyjeżdżających z dużych miast są poranki, kiedy przez szpary sosnowych desek uparcie przebijają się promienie wschodzącego słońca. W połączeniu z poranną ciszą wprowadzają w przyjemną atmosferę, którą dopełnia pyszne śniadanie w ulokowanej obok wiatraka Zagrodzie Młynarskiej – karczmie z typowo staropolskim akcentem.

Szczypta historii

Długoletnia historia wiatraków – koźlaków (zwanych też wiatrakami kozłowymi) wiąże się z dwiema niewielkimi miejscowościami, należącymi do naszej sąsiedniej gminy — Świnice Warckie. Jedną z nich jest wieś Zbylczyce, której mieszkańcy mogą z dumą pochwalić się pięknym dworkiem, ale także (sprowadzonym już do Uniejowa i ulokowanym na terenie Zagrody Młynarskiej) zabytkowym XIX-wiecznym wiatrakiem zbożowym. Dziś jest on żywym muzeum młynarstwa, w którym można na własne oczy prześledzić proces produkcji mąki żytniej.

Wiatrak w okresie międzywojennym był w stanie przemielić nawet 1,2 t zboża na dobę. — Dopiero w latach 60. XX w. wiatrak zaczął funkcjonować za pomocą napędu elektrycznego — opowiada Filip Tomaszewski — tutejszy kustosz i miłośnik wiatraków — Turyści, wśród których znajdują się też dzieci, z ogromnym zainteresowaniem wsłuchują się w opowieści o historii wiatraków i procesie wytwarzania mąki. Następnie na zwiedzających czekają kolejne atrakcje, między innymi wspólny wypiek podpłomyków – pieczywa z kuchni babci. Drugi wiatrak pochodzi również z niewielkiej wioski o nazwie Chorzepin. Zbudowany w 1644 r. służy dziś jako niezwykłe miejsce noclegowe dla miłośników nietypowych wnętrz i niebanalnej architektury.

Jak to w ogóle działa?

Koźlaki znane są z tego, że posiadają najstarszą konstrukcję spośród pozostałych typów wiatraków. Z pewnością wielu z Was zastanawia się, dlaczego tak naprawdę w ogóle nazwano je „koźlakami”? Otóż odpowiedź jest prosta! Drewniana konstrukcja wsparta była tzw. kozłem, dzięki któremu całość budynku była bardzo stabilna – tę część wiatraka nazwano też „stolcem”. Wiatrak posiada także drugą część – obrotową, którą jest cała bryła wraz ze skrzydłami. Obraca się ona dzięki tzw. dyszlowi oraz kołowrotowi (nazywany także „babą”). Dopiero jednak skrzydła wiatraka umożliwiają zamianę energii wiatru w prawidłową pracę młyna. Parcie wiatru przyczynia się do pracy obrotowej skrzydeł oraz wału skrzydłowego, na którym umocowane jest ogromne koło paleczne. Ruch obrotowy jest przekazywany na kolejne urządzenia wiatraka, dzięki czemu możliwy jest proces produkcji mąki, z której wypiec można pyszny, chrupiący chleb i choć na chwilę powrócić do dawnych, dziecięcych wspomnień.

Poniżej mini słowniczek pojęć dla tych, którzy chcieliby nieco poszerzyć swoją wiedzę na temat funkcjonowania wiatraków koźlaków:

 

Cywie – niewielkie koło, wprawiające w ruch koło młyńskie.

Dyszel – (inaczej łogon) drewniana belka długości ok. 8 m, służąca do obracania wiatraka.

Kamienie młyńskie – osadzone obok siebie służą do rozdrabniania ziarna.

Koło paleczne – połączone ze skrzydłami wiatraka i umocowane na wale skrzydłowym. Jego rolą jest napędzanie kamieni.

Mącznica – drewniana, poprzeczna, pozioma belka nośna przymocowana do sztembra. Jej zadaniem jest podtrzymanie stropu trzeciej kondygnacji, gdzie umieszczone są ciężkie kamienie młyńskie.

Siodło – płaski element, na którym umieszczona jest podstawa ruchomej części wiatraka.

Socha – pionowa oś, która umożliwia ruch obrotowy górnego kamienia młyńskiego.

Sztember – drewniany, pionowy słup środkowy, wokół którego obraca się cały budynek wiatraka.

Zastrzał – element ukośny konstrukcji.

Dominika Rospara