Blog

Uniejów nieznany

Pałacyk owiany tajemnicą

Jak stare są dzieje jednego z najciekawszych — być może nieco zapomnianych — zabytków Uniejowa i z czym wiąże się jego historia? Sprawdziliśmy to! Tajemniczy dworek (nazywany również „szlacheckim” czy „pałacykiem”) to późnoklasycystyczny wyjątkowy budynek. Mieszkańcy miasteczka mogą z zachwytem powiedzieć o sobie „dumni posiadacze”! Klimatyczne, starodawne wnętrza mieszkaniowe, należące kiedyś do rodziny Hofmajstrów, dziś są siedzibą Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury oraz Szkoły Muzycznej I stopnia.

Nawiązując do poprzedniego wpisu o miodach pitnych, pozostańmy przez chwilę w niesamowitym klimacie szlacheckich tradycji… Przepiękny dwór z czasów późnego klasycyzmu wzniesiony został już w 1845 r. Mieścił się on w obrębie dworskich stajni pruskich. Mieszkanie to było własnością rodziny Hofmajstrów (zamieszkiwali tam Józef i Wacława Hofmajstrowie), zarządzającej wówczas dobrami carskiego hrabiego Aleksandra Tolla*, syna Karola Tolla, który w 1836 r. otrzymał od cara uniejowskie dobra, w tym zamek (gdzie przebywał wraz z rodziną). To właśnie tam Marian Sobczak, były por. rez. Wojska Polskiego, dowódca batalionu Armii Krajowej oraz księgowy, wynajmował jednopokojowe mieszkanie na poddaszu.

„Był to chyba rok 1942 – miałam 12 lat. Matka moja przyjaźniła się z rodziną p. Sobczaków, którzy mieszkali przy ul. Kościelnickiej w tzw. Pałacu Hoffmajstrów (obecnie M-GOK). Pewnego dnia Ukrainiec, znajomy p. Sobczaka, który pracował w Arbeitsamcie, poufnie powiedział mu, że moja matka Janina Ścibior i ja, starsza córka Barbara, mamy być następnego dnia wywiezione do Niemiec na roboty. Państwo Sobczakowie poinformowali nas o tym i zaproponowali, abyśmy ukryły się u nich” — wspomina w książce „Zapamiętane z Brückstädt” Barbara Sopyłło, córka płk. pil. Szczepana Ścibiora.
— Po wojnie dworek został przejęty przez Gminną Spółdzielnię. Znalazło się tam także miejsce na biura oraz… skup jajek! — opowiada Tomasz Wójcik, historyk.

Dworek „od podszewki”
Prostokątny plan dworku sprawia pozory zwykłego, prostego budownictwa. Dwuosiowe ryzality (dodatkowe elementy konstrukcyjne bryły budowli) dodają zewnętrznym ścianom uroku i urozmaicają ich pozorną prostotę. Wschodni ryzalit prowadzi do sieni wejściowej, gdzie mury przestarzałych wnętrz zachowane są do dziś, niestety tylko częściowo. Elewację dworku tworzą płaskie obramowania narożników, które dodatkowo wyposażone są w płyciny (pola w ścianach o różnorodnych kształtach) zakończone elementem dekoracyjnym w kształcie łuku, tzw. archiwoltą. Wspólnie tworzą one niebanalne zestawienie!

Pod kątem architektonicznym dworek jest połączeniem cech doskonale wpisujących się w okres późnego klasycyzmu. Nad głównym wejściem widnieje data budowy dworku, która przypomina uniejowianom, jak długo związani są z historią tego niezwykle cennego zabytku.

Co tu się działo…?
„Przeniesiono ławki szkolne do dworku pani Hoffmeistrowej (…), w którym miała się rozpocząć nauka szkolna.”, „Zbiórka wytypowanych do wyjazdu na roboty do Niemiec miała miejsce u Hofmajstrów.” — to zapewne tylko kilka z wielu sytuacji, które wydarzyły się w dworku rodziny zarządzającej obiektami Tollów.

Dom Ludowy, następnie Dom Kultury, aż w końcu powołany w 1976 r. Gminny Ośrodek Kultury (w 1987 r. przemianowany na Miejsko-Gminny, początkowo ulokowany w Urzędzie Miasta i Gminy)… To właśnie tutaj organizowano imprezy rozrywkowe, podczas których sceny przepełnione były artystami z objazdowych zespołów. Jednak nie tylko rozrywka była jednym z głównych motywów działań!

Strzałem w dziesiątkę było postawienie na edukację. Tworzono tutaj wszelkiego rodzaju koła zainteresowań dla dzieci i młodzieży — teatralne, recytatorskie czy też modelarskie. Ale to nie wszystko! Mimo to, na piedestale głównych założeń stała integracja działalności kulturalnej domów kultury, bibliotek, wszelkich kół artystycznych, klubów, zespołów muzycznych, a także jednego, jedynego kina „Ustronie”, znajdującego się wtedy przy ul. Tureckiej (projekcje odbywały się cztery razy w tygodniu). — To była jedna z większych atrakcji w tamtych czasach! Żeby się tam dostać zimą, musieliśmy przechodzić po lodzie na drugą stronę rzeki. Ryzykowaliśmy, ale czego się nie robi dla rozrywki! — wspomina pani Zofia, 81-letnia mieszkanka sąsiedniej gminy.

Po 142 latach od powstania dworku z powodzeniem zakończono w nim remonty, w wyniku których utworzono 14 pomieszczeń. Urządzono wtedy między innymi salę telewizyjną, salę gier oraz nauki języków obcych, salę do nauki tańca, salę kominkową, a także kawiarnianą. Pałacyk wraz z założoną w 2001 r. Szkołą Muzyczną I stopnia (obecnie przy ul. Targowej 21, obok Szkoły Podstawowej) do dziś z powodzeniem pełnią funkcję kulturalno-edukacyjną. Oby jak najdłużej!

*Tollowie stworzyli w 1848 r. uniejowski park krajobrazowy, gdzie zobaczyć można kilkadziesiąt rzadkich gatunków drzew i krzewów.

Dominika Rospara

 

Starsze blogi

Miód pitny, czyli wytworny eliksir z przeszłości

„Właśnie mi cyrulik* miód pić zalecił, żeby mi melancholię z głowy odciągnęło” — nawet Sienkiewicz w „Ogniem i mieczem” wspominał o miodzie pitnym jako doskonałym odżywczym napoju poprawiającym samopoczucie, a nawet wpływającym korzystnie na zdrowie (kto by pomyślał!). Dziś jest to dość popularny napój alkoholowy, który zachwyca swoim szlacheckim posmakiem.

To właśnie w uniejowskim Zamku Arcybiskupów Gnieźnieńskich — miejscu przesiąkniętym bogatą historią, tajemnicami i obyczajami — serwowany jest przepyszny miód pitny, wykwintny trunek z długoletnią tradycją, sięgającą początków Europy wczesnego średniowiecza. — Historia jest bardzo bogata i stara. Miody spijane są już od X wieku. Szczególną popularność zawdzięczają czasom Jagiellonów, a potem I Rzeczypospolitej Szlacheckiej. — opowiada Jędrzej Kałużny, historyk oraz prowadzący degustację miodów pitnych. Aby powrócić choćby na chwilę do starodawnych czasów i wczuć się w tamtejsze obyczaje szlachty, warto doświadczyć aromatu alkoholu, na który dawniej mogły pozwolić sobie zazwyczaj tylko zamożne rodziny.

Niezwykły klimat gotyckiego wnętrza, inspirujące historie oraz smak przepysznego trunku serwowanego w starodawnych kamionkach wprowadzają odwiedzającego w niezapomniany nastrój. Pozwalają wczuć się w atmosferę szlacheckiego dworu, gdzie dawniej podczas uczty obowiązkowo na stole pojawiał się ten wyjątkowy alkoholowy napój – alternatywa dla trudno dostępnego w tamtych czasach wina.

Jaki miód dla Waćpana?
Dwójniak, trójniak, naturalny czy owocowy? Gatunki miodów pitnych zależne są od rodzajów dodatków, sposobu produkcji czy też rozcieńczania tzw. brzeczki miodowej. Każdy z nich posiada specyficzny aromat i smak, który zawdzięcza obecności ziół lub przypraw korzennych. — Maliniak jest zdecydowanie najbardziej lubiany przez panie. Natomiast szczególnie ciekawy i nietypowy jest miód lipowy „Lipiec”, czyli miód jednorodny o wyjątkowym smaku — zapewnia uniejowski historyk.
Od najsłabszego (czwórniak — 9-12%), do najmocniejszego (półtorak — 15-18%) czy też od najsłodszego, aż po bardziej goryczkowy… Smaki oraz zawartość alkoholu zależne są od poziomu rozcieńczenia oraz długości leżakowania. Wyróżnia się miody: sycone (warzone) oraz niesycone (wina miodowe), owocowe (na bazie soku owocowego), a także naturalne (bez dodatków przypraw), korzenno-ziołowe oraz chmielowe. Aż się w głowie kręci!
Miody znajdują też zastosowanie w lecznictwie oraz w kulinariach. Wytrawne czwórniaki znakomicie pasują do dań mięsnych oraz rybnych, a zimą sprawdzają się jako doskonale rozgrzewający grzaniec, z którego bije woń niesamowitej mieszanki aromatów.
A jaki ma związek z naszym zdrowiem? Spożywany oczywiście z umiarem wpływa dzięki zawartości naturalnego miodu pszczelego nie tylko korzystnie na układ krwionośny i trawienny, ale jest także niezastąpioną metodą walki z przeziębieniem i grypą.

Podkomorzy trunek stworzy… Ale jak?
Miód pitny to nic innego jak mieszanina wody z naturalnym miodem pszczelim, który po dwuetapowym procesie fermentowania (tzw. burzliwym oraz cichym) i odciągnięciu go znad osadu drożdżowego można doprawiać rozmaitymi przyprawami i ziołami: cynamonem, chmielem, jałowcem i wieloma innymi. Po nastąpieniu wszystkich niezbędnych procesów miód jest przygotowany do leżakowania. Półtoraki oraz dwójniaki — nazywane też miodami królewskimi — leżakują wiele lat. Trójniaki i czwórniaki są gotowe do spożycia już po 2 latach „odpoczywania”.
Skąd tak naprawdę wziął się podział miodów pitnych na półtoraki, dwójniaki, trójniaki i czwórniaki?
•    Półtorak – na litr miodu naturalnego przypada półtora litra miodu pitnego, który jest niezwykle gęsty i mocny — zawartość alkoholu sięga 16%.
•    Dwójniak – litr miodu naturalnego oraz litr wody tworzą dwa litry miodu pitnego. Zawartość alkoholu wynosi zazwyczaj ok. 16%.
•    Trójniak – z litra miodu powstają trzy litry miodu pitnego. Zawartość alkoholu to ok. 14%.
•    Czwórniak – najszybciej dojrzewający miód pitny. Litr miodu zapewnia cztery litry miodu pitnego, dlatego też jest to trunek najsłabszy (ok. 11%).

Na koniec pytanie dla smakoszy. Jaki jest Wasz ulubiony miód pitny? Ja już wybrałam – maliniak.

 

Dominika Rospara

 

*cyrulik – (dawniej) fryzjer, opiekun, osoba zajmująca się wykonywaniem prostych zabiegów medycznych.

Zobaczcie na filmie, w jaki sposób powstają miody pitne.

 

 

Noc w wiatraku? Czemu nie!

Kto by pomyślał, że stare, wręcz zabytkowe wiatraki mogą sprawdzić się jako znakomite miejsca noclegowe… Niebanalny, wiejski klimat wnętrza, delikatnie skrzypiące, sosnowe podłogi i blask światła przeciskający się przez szpary drewnianych desek – to dla wielu turystów atuty nocowania w uniejowskim wiatraku, który dawniej był zwyczajnym wiatrakiem zbożowym.

W dzisiejszych czasach jesteśmy przyzwyczajeni do luksusowych wnętrz, nowinek technologicznych czy eleganckich samochodów, dlatego zdecydowanie rzadziej wracamy pamięcią do zabytkowych, klimatycznych przedmiotów czy miejsc, które na pierwszy rzut oka nie spełniają naszych oczekiwań. Wielka szkoda! To właśnie one swoją oryginalnością przyciągają rzeszę odwiedzających z wielkich miast, pragnących odpocząć w miejscu, które zagwarantuje im ciszę i spokój. Jak najdalej od wrzasków, gwaru i nadmiaru obowiązków.

Nietypowa architektura wiatraków sprawia, że turyści chcą nieco zachłysnąć się wyjątkowym klimatem ich wnętrz, dlatego nocleg w jednym z tych cennych zabytków jest dla wielu turystów niesamowitą przygodą! Szczególnie niezwykłe dla osób przyjeżdżających z dużych miast są poranki, kiedy przez szpary sosnowych desek uparcie przebijają się promienie wschodzącego słońca. W połączeniu z poranną ciszą wprowadzają w przyjemną atmosferę, którą dopełnia pyszne śniadanie w ulokowanej obok wiatraka Zagrodzie Młynarskiej – karczmie z typowo staropolskim akcentem.

Szczypta historii

Długoletnia historia wiatraków – koźlaków (zwanych też wiatrakami kozłowymi) wiąże się z dwiema niewielkimi miejscowościami, należącymi do naszej sąsiedniej gminy — Świnice Warckie. Jedną z nich jest wieś Zbylczyce, której mieszkańcy mogą z dumą pochwalić się pięknym dworkiem, ale także (sprowadzonym już do Uniejowa i ulokowanym na terenie Zagrody Młynarskiej) zabytkowym XIX-wiecznym wiatrakiem zbożowym. Dziś jest on żywym muzeum młynarstwa, w którym można na własne oczy prześledzić proces produkcji mąki żytniej.

Wiatrak w okresie międzywojennym był w stanie przemielić nawet 1,2 t zboża na dobę. — Dopiero w latach 60. XX w. wiatrak zaczął funkcjonować za pomocą napędu elektrycznego — opowiada Filip Tomaszewski — tutejszy kustosz i miłośnik wiatraków — Turyści, wśród których znajdują się też dzieci, z ogromnym zainteresowaniem wsłuchują się w opowieści o historii wiatraków i procesie wytwarzania mąki. Następnie na zwiedzających czekają kolejne atrakcje, między innymi wspólny wypiek podpłomyków – pieczywa z kuchni babci. Drugi wiatrak pochodzi również z niewielkiej wioski o nazwie Chorzepin. Zbudowany w 1644 r. służy dziś jako niezwykłe miejsce noclegowe dla miłośników nietypowych wnętrz i niebanalnej architektury.

Jak to w ogóle działa?

Koźlaki znane są z tego, że posiadają najstarszą konstrukcję spośród pozostałych typów wiatraków. Z pewnością wielu z Was zastanawia się, dlaczego tak naprawdę w ogóle nazwano je „koźlakami”? Otóż odpowiedź jest prosta! Drewniana konstrukcja wsparta była tzw. kozłem, dzięki któremu całość budynku była bardzo stabilna – tę część wiatraka nazwano też „stolcem”. Wiatrak posiada także drugą część – obrotową, którą jest cała bryła wraz ze skrzydłami. Obraca się ona dzięki tzw. dyszlowi oraz kołowrotowi (nazywany także „babą”). Dopiero jednak skrzydła wiatraka umożliwiają zamianę energii wiatru w prawidłową pracę młyna. Parcie wiatru przyczynia się do pracy obrotowej skrzydeł oraz wału skrzydłowego, na którym umocowane jest ogromne koło paleczne. Ruch obrotowy jest przekazywany na kolejne urządzenia wiatraka, dzięki czemu możliwy jest proces produkcji mąki, z której wypiec można pyszny, chrupiący chleb i choć na chwilę powrócić do dawnych, dziecięcych wspomnień.

Poniżej mini słowniczek pojęć dla tych, którzy chcieliby nieco poszerzyć swoją wiedzę na temat funkcjonowania wiatraków koźlaków:

 

Cywie – niewielkie koło, wprawiające w ruch koło młyńskie.

Dyszel – (inaczej łogon) drewniana belka długości ok. 8 m, służąca do obracania wiatraka.

Kamienie młyńskie – osadzone obok siebie służą do rozdrabniania ziarna.

Koło paleczne – połączone ze skrzydłami wiatraka i umocowane na wale skrzydłowym. Jego rolą jest napędzanie kamieni.

Mącznica – drewniana, poprzeczna, pozioma belka nośna przymocowana do sztembra. Jej zadaniem jest podtrzymanie stropu trzeciej kondygnacji, gdzie umieszczone są ciężkie kamienie młyńskie.

Siodło – płaski element, na którym umieszczona jest podstawa ruchomej części wiatraka.

Socha – pionowa oś, która umożliwia ruch obrotowy górnego kamienia młyńskiego.

Sztember – drewniany, pionowy słup środkowy, wokół którego obraca się cały budynek wiatraka.

Zastrzał – element ukośny konstrukcji.

Dominika Rospara